|
Jak można pomóc
Stanisława Leszczyńska urodziła się 8 maja 1896 r. w Łodzi jako córka Jana
i Henryki Zambrzyckich. Jej ojciec był stolarzem a matka pracowała w fabryce Poznańskiego. W 1908 r. - na skutek wyjazdu do krewnej w Rio de Janeiro - przerwała na 2 lata naukę w prywatnym progimnazjum im. Maciejewskiego. Szkołę ukończyła w roku 1914. W czasie I wojny światowej pracowała w Komitecie Niesienia Pomocy Biednym.
17 października 1916 r. poślubiła Henryka Leszczyńskiego i miała z nim czwórkę dzieci: córkę Sylwię i synów: Bronisława, Stanisława i Henryka.

Dwója od profesora
W 1920 r. przeniosła się do Warszawy, gdzie zaczęła naukę w Szkole Położniczej, kończąc ją z wyróżnieniem w 1922 r. "To nie była łatwa decyzja, by zacząć się uczyć tego zawodu. Miałem trzy lata, siostra, Sylwia, rok. Mama zostawiła nas pod okiem zapracowanego ojca, dziadków i wyjechała na dwa lata" - wspomina syn Bronisław. Dalej mówi: "Jak szła do pracy, zostawałem sam i bałem się. Ale jak mama mnie wykąpała, ubrała w czystą koszulkę, to mimo tego że odchodziła, czułem się bezpieczny". "Gdy szedłem pierwszy raz do szkoły, mama mi dała piękną, wielką gruszkę. Płakała. Spytałem, dlaczego. Odpowiedziała, że to pierwszy dzień mojej pracy. Drugi raz w szkole była w mojej sprawie na studniówce. Usiadła koło łacinnika i powiedziała, że jedną dwóję to postawił jej. On na to, że nie pamięta, aby ją uczył. Mama zaczęła opowiadać. Mówiła, że długo się uczyłem, a ona nie pozwala całego życia tracić na naukę i zgasiła światło w pokoju. Gdy powiedziałem, że mogę być pytany i że dostanę dwóję, jak się nie przygotuję, to odrzekła: »raz dostaniesz«. Profesor powiedział, że nie wiedział o tym, a mama mu na to, że jakby się zainteresował, dlaczego uczeń, który zawsze jest przygotowany raz nie był, to by wiedział."
Stanisława Leszczyńska kochała ludzi, była pełna serdeczności, uśmiechu. Oto kilka wspomnień o niej:
"Cieszyła się drugim człowiekiem... Gdy szła ulicą, umiała z każdym rozmawiać." - syn Bronisław. "Przy niej człowiek był spokojny, nie czuł lęku", "ludzie często o niej mówili, »anioł dobroci«" - syn Henryk. Pewna kobieta, która znała panią Leszczyńską jeszcze przed wojną napisała o niej w swym liście: "11 sierpnia 1933 urodziła się moja córka Julita, a poród odbierała wtedy Stanisława Leszczyńska. Gdy tylko weszła, przeżegnała się, a potem uczyniła znak krzyża nade mną. Urodzone dziecko wzięła na ręce i nad nim też uczyniła znak krzyża. Po czym powiedziała do mnie: »ma pani śliczną córkę«. Opiekowała się mną po porodzie, udzielała mi potrzebnych rad oraz wskazówek dotyczących karmienia i wychowania dziecka. Ta kobieta o matczynej dobroci, była niezwykle troskliwa i opiekuńcza. Odniosłam wrażenie, jakby anioł dobroci wstąpił do mojego domu, by okazywać pomoc mnie i mojemu dziecku w ważnej dla nas potrzebie."
Święta w samym środku piekła
Podczas II wojny światowej rodzina Leszczyńskich została aresztowana przez gestapo. W 1943 r. po przesłuchaniach, Stanisława wraz z córką trafiła do obozu koncentracyjnego Auschwitz II (Birkenau) jako więzień nr 41335. Pełniła tam - aż do momentu wyswobodzenia obozu przez Armię Czerwoną 27 stycznia 1945 r. - funkcję położnej w czym pomagały jej córka i współwięźniarki.
Swoje przeżycia z tamtych 2 lat spędzonych w obozie zawarła w książce pt: "Raport położnej z Oświęcimia". Pisała: "Lubiłam i ceniłam swój zawód, ponieważ bardzo kochałam małe dzieci. Może właśnie dlatego miałam tak wielką ilość pacjentek, że nieraz musiałam pracować po trzy doby bez snu. Pracowałam z modlitwą na ustach i właściwie przez cały okres mej zawodowej pracy nie miałam żadnego przykrego wypadku". "Porody odbywały się na zbudowanym z cegieł piecu w kształcie kanału (...). Dzieci nie otrzymywały żadnych przydziałów żywnościowych ani nawet kropli mleka. Marły powolną śmiercią głodową. Towarzyszyła im wielka miłość i bezsilność matek (...). Spodziewająca się rozwiązania kobieta zmuszona była odmawiać sobie przez czas dłuższy przydzielonej racji chleba, za który mogłaby - jak to powszechnie mówiono - zorganizować sobie prześcieradło. Prześcieradło darła na strzępy, przygotowując pieluszki i koszulki dla dziecka, żadnej bowiem wyprawki dzieci nie otrzymywały". "Mama" - wspomina syn Henryk: "Mówiła, że jak brała dziecko na ręce, to miała wrażenie, że trzyma dzieciątko Jezus. I to Dzieciątko było z nią w Oświęcimiu i dlatego nic się jej nie mogło stać. Przed taką postawą nawet diabeł pierzcha".
Pani Stanisława w proszku do zębów wniosła do obozu dokument upoważniający ją do wykonywania zawodu. Gdy dowiedziała się, że Niemka Klara, położna, zachorowała, zaszła drogę Mengelemu (niemieckiego nauczyła się w Rio), "pokazała dokumenty i wyjaśniła, o co chodzi". Niemka Pfani poinformowała panią Stanisławę, że jest rozkaz, aby każdego noworodka traktować jak martwego. Polka nie posłuchała. Pobito ją, nadal nie słuchała.
“Ludzie widzieli, że miała przewagę nad Mengele...”
Ze wspomnień syna Bronisława: "Mama była małego wzrostu, jak się zastanawiała, to spuszczała oczy. Mengele podszedł do niej i zaczął mówić, że Oświęcim to nie pensjonat. Zagroził, że jak ujrzy pieluszkę, to ukarze śmiercią. Mama odpowiedziała, że nie wolno zabijać dzieci, że on to wie, bo jest lekarzem, składał przysięgę. Argumentowała, jak umiała. Pytałem mamy, jak on wtedy wyglądał. Powiedziała, że widziała tylko taniec cholew, że doskakiwał do niej, ale w pewnym momencie odszedł, odwrócił głowę i krzyczał: »Rozkaz to rozkaz«, że nie tylko on jest winien. Wtedy w Niemczech dużo pisano o bohaterstwie, a on nagle zobaczył, że więzień się nie boi i potrafi bronić innych, a wpewnym sensie także i jego".
Niemiecki personel przychodził obserwować położną, przy której rodzące nigdy nie miały pęknięcia krocza ani nie było wypadków śmiertelnych wśród noworodków. Mengele pytał, ile dzieci zmarło zaraz po porodzie. Usłyszał, że żadne. Nie dowierzał, bo w najlepszych klinikach uniwersyteckich nie było takich przypadków. Pani Stanisława przed każdym porodem modliła się, potem dziękowała Bogu za szczęśliwe rozwiązanie. Następnie był chrzest. Często proszono ją, by była chrzestną. Odmawiała. Mówiła, że może nie przeżyć, a młodsze mają szansę. "Pewnego razu Mengele ją obserwował i gdy miała chwilę przerwy powiedział »Mutti (»mateczko«, wszyscy ją tak nazywali), widziałem, że się dużo napracowałaś, musiałaś więc sporo zarobić. Musisz postawić piwo«". "Mama znała się na żartach, powiedziała, że każe przynieść stół, nakryje go i pośle po piwo. Ten wielki bandyta był lisio przymilny, chociaż teoretycznie chciał się z nią napić piwa. Zastanawiałem się, dlaczego mamy nie zastrzelono, nie wysłano do komory gazowej. Mama wiedziała, że trudno jest zniszczyć w kimś człowieczeństwo".
Mengele uciekł przed ludzką sprawiedliwością. Ukrył się w Ameryce Łacińskiej. Utonął w 1979 roku w morzu u wybrzeży Brazylii. "Mama o nikim źle nie mówiła, nawet o nim" - stwierdza syn Henryk. Raz na Wigilię pani Stanisława dostała paczkę z chlebem od rodziców. Pokroiła go i na kawałku tektury częstowała nim kobiety w baraku. To był opłatek, zakazany. Nagle w baraku zapanowała cisza, ręce i oczy znieruchomiały. Przyszedł Mengele. "Matka szukała jego wzroku, on spuścił oczy i powiedział, że przez mały moment wydawało mu się, że jest człowiekiem" - mówi syn Bronisław. "I komu to mówił, więźniowi, Polce. Odszedł, nie było prześladowań. Ludzie widzieli, że ona miała nad nim przewagę"

Ocalić od zapomnienia
Stanisława śpiewała współwięźniarkom, syn Bronisław cytuje słowa mamy:
"Po prostu śpiewałam, gdy już nic nie mogłam zrobić, by im pomóc". Wojna to nienawiść, przemoc, zbrodnia. Syn Henryk: "W czasie okupacji myślałem, że przy mamie bym się nie bał. To samo mówiły oświęcimianki, jej pacjentki. Mówiły też, że była aniołem. W niej była ogromna siła moralna. Była delikatna i mocna zarazem. Nigdy nie widziałem jej bezradnej. A co ona mogła mieć w Oświęcimiu: znalezione nożyczki, brud, szczury, czerwonkę, tyfus? Mama oddawała swój chleb i lekarstwa chorym. Prostymi słowami potrafiła dotrzeć do człowieka. Po jej śmierci jedna kobieta opowiedziała mi, że mama przez dwie noce i dwa dni pomagała jej rodzić. Ta kobieta wspominała, jak mama plotła jej warkocze, jak jej pomagała w bólu".
"Mama wyszła z Oświęcimia nie jako bohaterka" mówi syn Bronisław. "Ona spełniła swój obowiązek. Była doradczynią, przywódczynią, słuchano jej. Ludzie się załamywali, a mama organizowała nabożeństwa. Także Żydówki przychodziły się modlić. Więźniarka Henia na znalezionym kartoniku narysowała Matkę Bożą Niepokalaną. I tak, w tajemnicy rozsiewano iskierki nadziei, otuchy. Matka Teresa z Kalkuty powiedziała, że świętość polega na wypełnianiu swoich obowiązków. Mama to czyniła. Jej życie dowodzi, że nie ma takich warunków, w których można zmusić kogoś do zabicia dziecka, nawet w obozie śmierci. Gdy mama spotkała się po latach w Warszawie z dziećmi, które przyjęła na świat w obozie, to powiedziała, że to był jeden z najszczęśliwszych dni w jej życiu. Mama zawsze była przeciw aborcji. Broniła bezbronnych dzieci".
"Pewnego razu, gdy mama zachorowała, przyszły Żydówki i powiedziały, że w bożnicy odprawiane jest za nią nabożeństwo" - wspomina syn Bronisław
Publikacja "Raport położnej z Oświęcimia" powstawała od przejścia Stanisławy Leszczyńskiej na emeryturę w 1957 r. Jak mówi syn Bronisław: "Gdy go opublikowano, nikt się tym nie zajmował. Dopiero po śmierci mamy pytano, czy mogło być tam tyle porodów?". Pierwsze wydanie wspomnień miało miejsce w "Przeglądzie Lekarskim" w 1965. "W Japonii napisano, że raport mamy jest jednym z najcenniejszych dokumentów dotyczących drugiej wojny" - wspomina syn Henryk. Książka stała się również kanwą rapsodu teatralnego Oratorium oświęcimskie z muzyką Anny German i Jerzego Maksymiuka (premiera 1970). Pewien redaktor po "Oratorium oświęcimskim" - podszedł do Stanisławy i powiedział, że współczuje jej tego, że była w Oświęcimiu. Leszczyńska odpowiedziała, że nie trzeba, bo ona dziękuje Bogu za to, że mogła tam być.
Stanisława Leszczynska zmarła 11 marca 1974 r. na nowotwór. Została pochowana na łódzkim cmentarzu św. Rocha przy ulicy Zgierskiej na Radogoszczu. W 1996 r. jej szczątki zostały przeniesione do kościoła pw. Wniebowzięcia NMP. Imię Stanisławy Leszczyńskiej od 1983 nosi Krakowska Szkoła Położnych.
W czerwcu 1987 r. podczas wizyty w Łodzi papież Jan Paweł II wskazał Stanisławę Leszczyńską jako przykład chrześcijańskiego bohaterstwa.
* * *
Opracowanie:
Anna Bąk,
Wolontariuszka Fundacji Służby Rodzinie “Nadzieja”
Źródła:
http://www.apostol.pl/czytelnia/swieci-blogoslawieni/sługa-boża-stanisława-leszczyńska
www.wikipedia.pl - hasło Stanisława Leszczyńska
|